W imieniu naszej ekipy pozwolę sobie z okazji Świat Bożego Narodzenia życzyć wszystkim szybkiego powrotu do formy po dwudniowym obżarstwie oraz umiejętności pogodzenia się z faktem, że Mikołaj się nie popisał w tym roku (Od ukończenia 15 roku życia się nie popisuje). Zamiast pięknej ramy Paughco, otrzymałem żelasko. Wymarzone przednie zawieszenie musiałem zastąpić kompletem skarpetek. Piękne tarcze hamulcowe, o których w szczegółach napisałem w liście do pana „M” zamieniły się w góralskie kapcie. Komplet kluczy HD zostały przetłumaczone na maszynki do golenia. Osobiście stwierdziłem, że tak dalej się nie da i w związku, z czym od przyszłego roku bojkotuję instytucję polarnego grubasa z brodą
Dzień Wigilii spędziliśmy na kołach. Słoniu z Adamem wpadli na wspaniały pomysł, że przecież możemy połamać się opłatkiem gdzieś na rozdrożach stanu NJ. Sobotnie randevouse przejdzie do historii i na pewno uplasuje ten świąteczny dzień na piedestale naszych tegorocznych wspólnych wyjazdów.

===========================================================================

W zeszłym tygodniu dziadek Pan otrzymał w prezencie nowe koło, z którego niezmiernie się ucieszył. To jest tylko preludium i efekt końcowy będzie można podziwiać już wkrótce..

W nadchodzący Czwartek i Piątek urzędujemy w klubie B.B. King na Manhattanie. Koncerty zespołu „The Machine” w zupełności zaspokoją nigdy niekończący sie głód na dźwięki stworzone przez wiekopomną grupę Pink Floyd. Nie ma nic lepszego jak zakończenie roku odsłuchaniem w zamyśleniu utworu „Time”. Życzę wszystkim jak najbardziej udanego, wystrzałowego, rewelacyjnego AD 2006.
Przewieźliśmy wczoraj Junaka do nowego miejsca zamieszkania. Maszyna wymaga tylko drobnych napraw i magicznej mocy rąk Słonia.

Przy okazji machnęliśmy z Fafajera na Dyna-ach Siwego i Jacka mały dystansik z Long Island do NJ przy minusowej temperaturze.

Tak mi pięknie zamroziło mózgownicę na drodze stanowej 80-tce że przeoczyłem zjazd i wylądowałem na zachodnim wybrzeżu stanów zjednoczonych. Hmmm minimalnie przesadziłem, ale powiem szczerze, że przy odpowiednim wdzianku zaliczenie Daytona-y w Marcu to nie żaden wyczyn.
Po rozgrzaniu umysłów, duszy i ciał gorzką żałądkową zabraliśmy się za umieszczenie sprzętów w Garażu. W takt wyjątkowej muzyki dobywającej się z garów Monster Dyna-y uporządkowaliśmy sprzęty.

Stajnia przepiękna i na dodatek zaludniona:

Brakuje tylko Kanapy pod ścianą, co by obolałe kończyny człowiek mógł rozłożyć wygodnie. Po powrocie Siwego z wojaży po naszym kraju ojczystym majstrujemy karnawałową BiBę. Z Garażu przenieśliśmy się do Royal Warsaw , gdzie przy doskonałym swojskim jadle, doborowym towarzystwie i żubrówce spędziliśmy resztę wieczoru. I w tym właśnie momencie jestem zmuszony zakończyć to nasze sprawozdanie, więcej nie pamiętam
Pożegnaliśmy Siwego i Anię w iście królewskim stylu. Szczęśliwej podróży, “szybkiego startu” i udanego pobytu w Polsce życzymy.
Mieszkam sobie w tym pięknym kraju, już jakiś czas i siłą rzeczy przyswajam język tubylców na porządku dziennym. Są jednak takie wyrazy i słowa, których nauczyłem się nienawidzić. Podaje przykłady oraz moje wolne tłumaczenie:
Moratorium – Masa roboty przed i po
Compliance – Korporacyjne Gestapo
Audit – Oficjalne patrzenie na raczki
Corporate Mandate – Odgórny Prikaz
Event Justification – Bzdura Stólecia lub totalna strata czasu
Production Outage – Drzazga w DUpIe
Conference Call – Klapanie jadaczkami przez telefon do znudzonych ludzi
Są też wyrazy, na których dźwięk wpadam w stan euforii:
Motorcycle Rally – Zlocik
Swap Meet – Bazar
Bike Week – 7-mio dniowe klimatyczne wyluzowanie organizmu
Cross-country – Jazda bez trzymanki tam i z powrotem
Black Hills – Raj na ziemi
Big Twin – Najlepszy wynalazek od momentu pojawieniu się kromki chleba
Ride – Święty Spokój
Garage session – Dłubanie przy sprzętach
Mogę się założyć, że tą listę na pewno udałoby się wam powiększyć.
Jutro przewozimy sprzęty z Long Island do Monster Garażu Siwego. Słoniu na pewno pojedzie na kołach., przecież jest minusowa temperatura Mur beton że ze stajni wybierze dobrego starego poczciwego Junaka z przyczepką. Przeprowadzka na pewno zakończy się małą bibą, pod znakiem: „Oficjalne otwarcie Garażu na Strong Street” i oczywiście pożegnaniem właściciela, który w poniedziałek udaje się na potężnym kacu w 30-dniową podróż po kraju nad Wisłą. Relacje z bólem głowy zdam po powrocie.
Udało nam się złapać kontakt w Polsce z profesjonalnym grafikiem-lakiernikiem. Za rewelacyjną opłatą pozmienia nam nasze blachy na małe dzieła sztuki.
Ostatnie Malowanko:


2 Komentarze(y) »