Plany minimalnie uległy zmianie, w Sobotę zaliczyliśmy giełdę w Somerset, NJ a w Niedziele zahaczyliśmy o wystawę w Nowym Jorku. Nie będę zanudzał o tym jak było, ponieważ nie warto. O czym napisze to to, że konstrukcje Indian Larryego zawsze były i będą arcydziełami. Ilekroć oglądam rzeźby jego dłuta to za każdym razem odkrywam coś nowego. Tym razem były to dwie pokrywy do garów. Jedna od Knucklehead-a a druga od Panhead-a. Mimo że w tym samym silniku, a jednak pasowały do siebie jak ulał. Niesamowicie ciekawa kompozycja. Z relacji Fafajery, który osobiście miał okazje poznać Larrego i pojawić się w jego warsztacie motocykli kilka razy. Człowiek ten był niezmiernie otwarty i przyjacielski. Nigdy nikomu nie odmówił uścisku dłoni, podpisania banalnej koszulki. A małe turne po jego zakładzie nie wymagało żadnej większej gimnastyki. To, co się natomiast porobiło z dekoratorami ciast (OCC = Cake Decorators) to przechodzi wszystkie granice. Po prostu Gwiazdy filmowe. Beznadzieja, na dodatek impreza w Javis Center została całkowicie opanowana przez wytwórców jednośladów. Moja noga więcej tam nie postanie. Basta. Resztę wieczoru spędziliśmy w McSorley’s Old Ale House, pochłaniając hektolitry wytrawnego pieniącego trunku.

………………………………………………………………………………………..

W drodze do domu ujeżdżaliśmy Byka w dystrykcie finansowym. Fotki wkleję gdy tylko otrzymam je od siostry Słonia…Pozdrawiam całą szajkę…




Zostaw komentarz »