hd-motormania.com:

Wybierz kategorię:

Tue
30
May '06

Napoje…hmmm…nastroje wyskokowe!!!Ja chcę wracać do Pułaski!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Gdybym miała zrelacjonować w skrócie to co działo się na tej imprezie ujęłabym to tak: przedawkowanie śmiechu i wody przez “ó” zamknięte do tego super odlotowa jazda na jednośladach czyli BMW i pięknych motocyklach czyli Harleyach. Jacek!!! Mam nadzieję, że to czytasz…W ramach rekolekcji, według definicji autorstwa Kici: jednoślady to takie pojazdy, które zwykle (gdy są technicznie ok ;) ) zostawiają za sobą jeden ślad… i nic poza tym, z kolei motocykle czyt. Harleye , to takie cuda, które zostawiają za sobą tylko jeden ślad i coś jeszcze i mam tu na myśli piękny odgłos pipe’ów, cudowne wibracje wydobywające się z silnika i niezapomniane wspomnienia z jazdy…he, he… :) .
Dziękuję wszystkim obecnym w Pułaski za stworzenie niepowtarzalnego klimatu(zapewniam wtajemniczonych, że sprawdzanie wilgotności ściółki leśnej czyli ad.pkt 6 nie zalicza się do Rendez vous…to było jedyne, wyjątkowe co najmniej z uwagi na persony uczestniczące w krzakoterapii, crosso-manii, terapii wstrząsowo-wibracyjnej czy jak kto tam woli nazywać…w każdym razie chodzi ma się rozumieć o jazdę na różnego rodzaju sprzętach… ;) . Generalnie pewne jest to, że wszyscy tam obecni dotrzymaliśmy corocznej tradycji.
Dziękuję Marusiowi i mojemu kochanemu Odyssowi za efektywną naukę jazdy na motocyklu i motywującą pochwałę.

Maruś instruuje…

Kicia robi zdecydowane postępy…

Pewne przeżycia ciężko ubrać w słowa. Trzeba tam pojechać żeby się przekonać,że to spotkanie wyjątkowe, które z żalem się żegna. Trudno znosiło się chwilę gdy u krańca podróży na rozwildleniu dróg gdzie wszyscy rozjeżdżali się do swoich domów na twarzy każdego z Nas dało się odczytać przeogromną chęć przeżycia całej imprezy znowu…
Gdy dotarliśmy z Odyssem do domu pełni wrażeń mimo zmęczenia zsiadaliśmy z motocykla ze smutkiem, że to już meta…naszła mnie wtedy refleksja, że nie ma wspanialszej muzyki od odgłosu wydawanego przez Fishtaile, nie ma wspanialszej jazdy od jazdy w gronie zgranej paczki przyjaciół, nie ma wspanialszego zmęczenia od zmęczenia po maksymalnie udanym wypadzie…ach…czekamy na wrześniowy “Pułaski” czyli jak zwykle zabawę dla twardzieli… :)

ps. Maruś to do Ciebie!!!- “she” is beautiful-czyli Twój ukrzyżowany Heritage.

Na postoju…

I podczas jazdy…

Wed
24
May '06

Motocyklowy Rendez vous w Pułaski, NY.

W nadchodzącą sobotę wyruszamy w drogę na co roczne rozpoczęcie sezonu motocyklowego polskiej świty z Kanady i USA w Pułaski (Up State New York). Przepięknie położonej, małej, spokojnej (Do soboty) mieścinie. Leżącej tuż nad wschodnim brzegiem jeziora Ontario.

Pułaski, NY
Fotka jest linkiem na Mapę internetową:

W programie planowane jest co następuje:

1. Totalne, maniakalne ubzdyngolenie się wodą (przez “Ó” zamknięte) w dzień przyjazdu oraz tańce, hulanki i swawole z udziałem płci pięknej.
2. Znachorskie leczenie śmiechem w wykonaniu Jacka. Na pewno przywiezie worek nowych dowcipów, świńskich kawałów i historii z życia sąsiadów zaczerpniętych.
3. Zabawa w drwali i powalanie potężnych drzew za pomocą Piły Elektrycznej Romka.
4. Prace remontowe na rzecz zmiany wizerunku polskiej emigracji. Czyli czarna ręka to także TY (Nie kumających odsyłam do programu teleranek na początku lat 80-tych).
5. Mega-ognisko do wczesnych godzin porannych, zakrapiane trunkami wyskokowymi i pieczeniem mięsiwa o rozmaitym kształcie i smaku.
6. Jazda różnego rodzaju sprzętami, testowanie stopnia nawilżenia wodą okolicznej ściółki leśnej za pomocą terapii wstrząsowo-wibracyjnej (Czytaj Crosso-mania)
7. Zwiedzanie okolicznych miejsc widokowych, typu Lakiernia, Kufloteka, Pub itd.
8. Leczenie skażenia organizmu zbyt dużą zawartością toksyn % za pomocą punktu numer 6.
9. Spotkanie z rewelacyjną Brygadą ludzi, których łączy ta sama pasja (HD), a tych których nie łączy (jednośladowcy) czekają rekolekcje przy ognisku. Nawrócimy błądzące owieczki konstruktywną polemiką.

Ostatni Punkt:

10. Totalne wyluzowanie organizmu, czachy (czytaj Umysłu) i wyeliminowanie wszystkich trosk, kłopotów oraz zmartwień dnia powszedniego.

A tak będę wyglądał:

Relacje jak zwykle zamieszczę po powrocie…

Tue
23
May '06

DM w Borgacie czyli BiBa do potęgi…

Wyjazd do Borgaty na koncert DM był niezapomnianą przygodą…do Atlantic City wyruszyliśmy Park-wayem w sobotnie popołudnie oczywiście ukochanym RK…pogoda do jazdy była perfekcyjna…zapach spalin wymieszany ze świeżym powiewem lasu pobudzał do życia(oto romantyzm w wersji harleyowskiej ;) ). Reszta Depechowców próbowała nas dogonić samochodami(zatem mieliśmy fotografów tego wspaniałego spektaklu jakim jest nasza cudowna jazda pięknym motocyklem). U celu wylądowalismy na 29 piętrze Borgaty….przebraliśmy się w wystrzałowe kreacje i od razu rozpoczęliśmy prawdziwe imprezowanie, djAfera (nasz Benio Wspaniały) przygotował dla Paczki coś extra. Było głośno, wesoło i co najważniejsze bawiliśmy się w naszym zgranym towarzystwie.Całe piętro też miało okazję nas posłuchać…he he….
Sam koncert…co tu opowiadać…to trzeba przeżyć….mogę jedynie zdradzić, że Gahan zrobił mi prezent i zaśpiewał dwa utwory, które stawiam na piedestale muzycznych dokonań tej jedynej w swoim rodzaju kapeli…ach…

Kto nie widział “Gahanowskiego tyłeczka” na scenie- niech żałuje!!!

W niedzielę w drodze powrotnej na ostatnich milach poprzeszkadzał nam deszcz-ja wyszłam z tego sucho przesiadając się do auta(niestety miałam taką możliwość-mówi się trudno :) ;) )…a Odyss stawił czoła i …swoje skórzane ciuszki czarnym chmurom (SZACUNECZEK).

Pogaducha “na czerwonych”…w tle Borgata

Odyss z Kicią-Voila!!!

Po szczęśliwym wylądowaniu w domciu impreza znalazła swoją kontynuację…nie tracąc ani minuty odwiedziliśmy przyjazną nam “Siódmą” na Manhattanie..Co było potem nikt oprócz szofera nie pamięta na tyle jasno, aby to opisać….no cóż…..ale była Biba……!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :) :) :)

Tue
9
May '06

3 dni, 3 różne imprezy

Piątek - Spotkanie American Brotherhood MC 9/11
Nie ma nic lepszego od piątkowego fajrantu i możliwości spędzenia całego wieczoru na kołach HD. Wspomnę, że krawaciarze na dolnym Manhattanie nie są przyzwyczajeni do widoku ukrzyżowanego HD. Jeżdżą tymi swoimi luksusowymi pojazdami bez odrobiny zadowolenia, a gdy mija ich taki normalny IT śmiertelnik z wielką papugą na gębie i zbójeckim motocyklem pod tyłkiem to patrzą z niedowierzaniem i zdziwieniem. Czyli pieniądze szczęścia nie dają, Harley Tak…
Wizyta w klubie AB MC 9/11 zaliczam do bardzo udanych. Chłopaki prowadzą ten cały interes bardzo poważnie. Twarde zasady, elastyczne podejście do obowiązków klubowych, dużo wyjazdów, rozmaite imprezy, także charytatywne i przede wszystkim pełen LUZ Blues.

W Sobotę pojechaliśmy z Kicią do World Trade Center spotkać się z AB MC 9/11. Mój lokalny Dealer HD Bergen County zorganizował przejazd kolumny motocykli z NJ pod WTC (4th Annual Freedom Run to Ground Zero)

Pojechaliśmy na singla, nie biorąc udziału w tej jeździe grupowej i tylko dołączyliśmy do reszty pod miejscem, gdzie pamiętnego dnia rozegrała się jedna z najgorszych tragedii nowożytnej Ameryki.

W Niedzielę po długiej przerwie zabrałem się za składanie Panhead-a. Przy okazji Jacek założył sobie czadowe drag-unki, a Mr Kamiński ukrzyżował swojego Softaila. Nareszcie będzie miał 200% przyjemności z jazdy HD, zamiast standardowej, fabrycznej 100 %ej.

Plany na przyszły weekend. W Sobotę wyjazd do Bostonu. Przez Long Island (Promem do Connecticut) i później wzdłuż wybrzeża do stolicy stanu Massachusset i emigracji irlandzkiej. W Niedzielę idziemy na koncert kultowej post-rockowej grupy Moqwai. Już się nie mogę doczekać psychodelicznego brzmienia gitar, szkockiego kwintetu. Chłopaki promują swój następny Long Play „MR Beast”… Polecam…Uprzedzam, że i tak tylko nieliczni zakumają o co chodzi…..

Mon
8
May '06

Support + garażowe klimaty i to co najważniejsze czyli dwa koła w ruch…

Ach…minął kolejny weekend pełny emocjonującej jazdy, a to oznacza kolejne i niezbędne doładowanie baterii na kolejne pracowite i monotonne dni tygodnia.
W sobotę dosiedliśmy Road Kinga(Odyss za sterami, wtulona Kicia na tyłku) i skierowalismy się w stronę centrum Manhattanu, aby swoją obecnością wesprzeć American Brotherhood MC w godnej uwagi imprezie”Freedom Run to Ground Zero”(nazwa mówi za siebie)…niekończąca się kawalkada motocykli robiła wrażenie….warto było się zatrzymać i popatrzeć na to przez chwilę z boku…jeden wielki ryk w NowoYorskiej scenerii…

A w niedzielę oprócz jazdy w asyście słońca spędziliśmy sporą część dnia na sesji garażowej u Marka…chłopcy mieli frajdę(o czym zapewne coś napiszą), a ja mogłam przypatrywać się z pasją w oczach…”jak to się robi”… i chodzi tu, ma się rozumieć, o doprowadzanie do składu czegoś co za kilka tygodni przyniesie oszałamiający efekt wizualno-dźwiękowy…PanHead….pychotka.Poza tym każdy z pozostałych garażowanych Harusiów przeszedł drobne zabiegi estetyczne….miło było popatrzeć na rezultat i przymierzyć się do nowych kierownic (każda przypadła mi do gustu).
Generalnie przez te dwa dni “nakarmiłam się” extra jazdą i dźwiękiem wydawanym przez boskie Fishtaile i jaki jest tego efekt…znowu jestem “głodna”…wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr… :)

Mój ulubiony produkt marki h-d