Niedzielna wyprawa do Danbury w Connecticut zrealizowana. Wrażenia z Marcus Dairy nie specjalne.
Choć nie spodziewaliśmy się po imprezie wiele to mimo wszystko liczyliśmy, że będzie ona bardziej obszerna pod względem stoisk i że po dotarciu na miejsce będziemy mogli orzeźwić się zimnym piwem . Niestety pod tym względem byliśmy baaaaardzo zawiedzeni i po posłuchaniu kilku dobrych rockowych coverów w wykonaniu całkiem niezłego live-band’u zmyliśmy się stamtąd zostawiając za sobą chmurę pyłu.
Ale myślę, że za ten przeciętny klimat imprezy jazda odpłaciła się nam nawet z nawiązką bo trasa była wspaniała i jak zawsze twierdzę, że nie cel, a właśnie podróżowanie do celu jest prawdziwą przygodą.
Piękna niedzielna pogoda sprawiła,że na drogach był „wysyp” bikerów chociaż minęliśmy również jednego, który dosłownie się wysypał na rocznicowej Elektrze.
Wracając z Conneticut zahaczyliśmy o Bear Mnt i Greenwood Lake. Zatrzymaliśmy się w często odwiedzanej przez nas i jak zawsze obleganej przez ludzi knajpie przy samym jeziorze.Tam dopiero mogliśmy zagasić pragnienie dobrym piwem i oczywiście głód naprawdę rewelacyjnym jedzeniem.
Stamtąd skierowaliśmy się już prosto do domu, no może prawie bo jeszcze całą paczką zajechaliśmy na imprezę pod sam garaż Siwego, do którego zawitali Jaca, Piotr i Maruś.
Małą niespodzianką był rocznicowy V-Rod, który nagle pojawił się obok pięknych zaparkowanych maszyn…miejmy nadzieję, że Marek rzeczywiście wysyła go na sprzedaż i nie przyjdzie mu do głowy zamiana swojego Road Glide na to…coś bo będziemy zawiedzeni
.
Podsumowując: wczorajszy dzień uważamy za udany. Z żalem było chować maszynę z powrotem do garażu i żegnać się z naszymi przyjaciółmi. Do następnego…

Zostaw komentarz »