W minioną niedzielę pierwszy raz w tym roku odwiedziliśmy jedną z naszych ulubionych winiarni w Warwick. Oprócz dobrego wina można było również dobrze zjeść. Zawsze gdy przejeżdżamy przez tamte okolice tęsknię za widokami, które się przed nami rozpościerają zanim jeszcze znikną nam z oczu.

Bike’ów na drogach w tym słonecznych i ciepłym dniu nie brakowało. Momentami lewe ręce nie miały spokoju. Drogi były tak kręte, że byliśmy świadkami stawiania na koła przewróconej Elektry po przeciwnym pasie ruchu. Na szczęście właściciel z pasażerką przeżyli tę lekcję cało.
Drugim punktem zwiedzania była nasza czołowa knajpa bikerska w West Milford, do której trudno trafić bez błądzenia i napotkania na środku drogi saren (tym razem nie zabłądziliśmy dzięki GPS-owi w mózgu Odyssa
, ale za to mieliśmy spotkanie z sarnią rodzinką). Przyznam, że całkiem spory parking przed knajpą był pełen motocykli kiedy dotarliśmy tam około 5tej popołudniu. Zastany klimat był jak zwykle taki jakiego zawsze oczekujemy jadąc do knajpy.

Motocykle, live-band (którego nazwy nie znam, ale spokojnie mógłby konkurować z AC/DC
, zimne piwo, barbeque i pełno rozdartych i roześmianych gęb amerykańskich Bikerów. Gdzie można się bardziej wyluzować i zapomnieć o codziennej gonitwie? Następnym razem zawozimy właścicielowi-starszemu panu o młodej duszy- pęto albo dwa polskiej kiełbasy (o którą zdaje się prosił) w nagrodę za to, że trzyma w ryzach ten knajpiany biznes.
Pozdrowiska
Kicia



Zostaw komentarz »